ul. Tarnowska 2, 00-965 Warszawa 505-584-458 kontakt@norbu.pl

MEElectronics CC51-Clear Ceramic Masterpieces

Tak więc, MEElectronics, ze swoimi skromnymi korzeniami, w końcu stworzył IEM, który jest zdecydowanie mid-fi, jednocześnie umieszczając genialny mikro-driver, który MEE dostroiło w eleganckiej, ceramicznej obudowie. Zainteresowany? Czytaj dalej, aby dowiedzieć się więcej!

MEElectronics CC51 to bardzo fajny nowy IEM wyprodukowany przez (oczywiście) MEElectronics. Podczas gdy z daleka wyglądają jakby były wykonane z ładnego, błyszczącego plastiku, kiedy trzymamy je w rękach, okazuje się, że nie są wykonane z plastiku, ale z ceramiki. CC51 są drugimi IEM w ostatnim czasie, które wykonano z ceramiki. Pierwszym jest Nakamichi NEP-XT1, z którego MEE wykonało obudowy OEM dla CC51. Dlaczego ceramiczne, możecie zapytać? Cóż, ceramika zastosowana w CC51 jest wystarczająco gęsta, aby zabić wszelkie niepożądane rezonanse w IEM. Oznacza to, że mamy do czynienia z czystszym brzmieniem, a dla tych z was, którzy interesują się szczegółami, rezonans powoduje dodatkowe podbarwienia w dźwięku, ponieważ wibracje, które występują w falach wstecznych są nieco inne niż oryginalne fale wsteczne, a kiedy odbijają się z powrotem do ucha, dodają podbarwień, zwykle na gorsze.

Opakowanie

Opakowanie CC51 wygląda bardziej "premium" niż stara linia pudełek MEE. Zamiast cienkiego plastikowego pudełka, CC51 mają elegancko wyglądające czarne papierowe pudełko. Wewnątrz znajdują się cztery zestawy końcówek - jeden podwójny kołnierz oraz małe, średnie i duże. W zestawie znajduje się również standardowe etui MEE.

Budowa

Jak już wspomniałem, CC51 wykonane są z ceramiki, która w skali twardości Moh'a jest równa kwarcowi, więc zakładam, że ich obudowa nie jest słabym punktem. Przewody są inne niż w pozostałych modelach MEE IEM, co jest dziwne, ale nadal wydają się być solidne, są bardziej elastyczne i mniej się trzymają niż standardowe przewody MEE. Zarówno we wtyczce jak i w obudowie znajduje się odpowiednie odciążenie, więc powinno być z nimi bezpiecznie. W przypadku CC51 występuje pewne uginanie się sterownika, ale nie znajduję powodu, dla którego miałoby to być powodem do zerwania umowy.

Pierwsze wrażenia:

Kiedy po raz pierwszy wypróbowałem CC51, zauważyłem coś bardzo dziwnego. Były one bardzo jasne, co było sprzeczne z tym, co zostało powiedziane o CC51. Użyłem Aim and Ignite Fun'a, który już na wstępie jest bardzo jasną płytą, ale było na niej niesamowicie dużo sybilantów, co sprawiło, że byłem strasznie zdezorientowany. Pozwoliłem im się wygrzać przez jakieś 50 godzin, tylko po to, żeby się przekonać, czy wygrzanie istnieje, ponieważ miałem pod ręką inną, źle dostrojoną parę CC51 (były znacznie ciemniejsze niż powinny być. Był to problem przedprodukcyjny, więc nowe egzemplarze nie będą miały tego problemu) i ku mojemu zaskoczeniu, nowe CC51 po tych 50 godzinach całkowicie złagodniały. Były o wiele gładsze i bardziej spójne. Średnie tony, choć nie tak wyraźne jak bym chciał, są zrównoważone z resztą pasma. Nie są przesadnie szczegółowe, ale wykazują ładną barwę. Bas, z którego MEE jest znane w słuchawkach IEM, nie jest tak uwypuklony jak w moich M9 czy M21, ale jest bardziej kontrolowany i głębszy. Wysokie tony są gładkie, ale wyraziste i szczegółowe.

Recenzja:

Do tej recenzji będę używał NaNite N2, ciepło brzmiącego odtwarzacza, który ma w sobie całkiem potężny wzmacniacz klasy A. Muzyka jest w 320kbps, tak jak powinno być!

Dźwięk

Podczas gdy dobry bas był głównym celem oryginalnej serii MEE IEM's, CC51 przyjmują bardziej zrównoważoną rolę. Nie oznacza to, że są one słabe w zakresie niskich tonów - wręcz przeciwnie. Posiadają one w istocie dość spektakularny bas. Jest on kontrolowany, a jednocześnie wyrazisty i doskonale sprawdza się w gatunkach, które wymagają dużej ilości basu. Potrafią też zejść niewiarygodnie głęboko. Prezentują 30hz z łatwością. Zanik i szybkość basu jest imponująca w tym przedziale cenowym, zbliżając się do moich Turbine Pros. Jeśli chodzi o środek - to ulubiona część pasma, więc jestem w tym aspekcie dość surowy. Średnie tony, choć nie są tak zagłębione jak w M9, są nieco ocieplone i odsunięte do tyłu w porównaniu z basem, więc nie są moimi ulubionymi. Nie znaczy to jednak, że środek pasma jest gorszy od ideału. Dla przeciętnego konsumenta, te kolumny mają niesamowity środek. Są one ciepłe i otulające, a jednocześnie dokładne i w większości zrównoważone. Gdybym nie miał słabości do przedniego środka, dałbym im moje pełne błogosławieństwo. Trudno byłoby znaleźć w tej cenie tak romantycznie brzmiące średnie tony jak te. Detale są obfite, a faktura wokali i instrumentów jest niemalże na miejscu. Wysokie tony w CC51 są gładkie, ale nie są szybko zwijane. Sybilancja jest na nich niewiarygodnie rzadka. Potrzeba bardzo sybilantnej płyty, aby wydobyć z nich choćby najmniejszą odrobinę sybilancji. Chociaż nie są to RE-0 (ani nie próbują być), to wciąż mają dobrą detaliczność w wysokich tonach, a talerze brzmią na nich niemal jak należy.

Choć nie mają największej sceny dźwiękowej, to mają bardzo dobre pozycjonowanie, co moim zdaniem jest ważniejszym aspektem słuchawek niż to, jak daleko od nas jest flet. Mikrodetale są prezentowane, ale nie są narzucane, podobnie jak w słuchawkach z wyższej półki, które nie są zadowolone z wysokich tonów.

Teraz, kiedy wszyscy macie już ogólny zarys sygnatury dźwiękowej, jesteście zapewne zainteresowani tym, jak słuchawki sprawdzają się w różnych gatunkach muzycznych. Cóż, dziś jest wasz szczęśliwy dzień!

Rock

W tej sekcji zaprezentujemy Tool i RHCP. Wybrałem Californication aby sprawdzić jak bardzo wybaczający jest CC51. Album nie jest do końca bolesny w odsłuchu, ale nadal nie był w pełni przyjemny. Cymbały były wręcz wrzaskliwe. Wokale były zamglone, gitary zawoalowane, przycinanie było bardzo wyraźne. Teraz trzeba się przestawić z kiepsko nagranej płyty na przyzwoitą. W Ӕnima wszystko staje się lepsze. Wokal jest intymny i growlujący, gitary mają chrupiący, ciepły ton. Perkusja jest uderzająca, ale ma naturalny rozkład, a linia basu, choć łatwa do śledzenia, nie przytłacza reszty instrumentów.

Elektroniczne

Tiesto i Deadmau5 tutaj. CC51 wspaniale radzą sobie z wszelkimi skomplikowanymi pasażami basowymi i całkiem dobrze oddają kobiece wokale. Jest też pewien surrealistyczny aspekt, który CC51 dodają do muzyki, co jestem pewien, że każdemu się spodoba. Na albumie Tiesto syntezator jest trochę zbyt ostry. W niektórych momentach basu może być trochę za dużo, ale nie jest on nadęty, świadczy to tylko o tym jak dobrze CC51 potrafią kontrolować bas, a jednocześnie dostarczyć mu mocnego uderzenia gdy jest to wymagane.

Indie

Age of Rockets, Data Dog i Sufjan Stevens w tej sekcji. CC51 wspaniale oddają delikatne intro utworu Hannah, nadając mu wrażenie zawieszenia. Reszta płyty jest niesamowita, wokale są prawdziwe, bas jest daleki od uwypuklenia, góra jest gładka i zachęcająca, instrumenty są otulające, po prostu świetne. Płyta Data Dog jest równie wspaniała. Wysokie klawisze nigdy nie brzmią przeszywająco, po prostu świetnie. Album Sufjana Stevensa jest równie wspaniały, subtelności są łatwo słyszalne, i choć nie są najbardziej szczegółowe i dokładne, CC51 wykonują świetną robotę, czyniąc album przyjemnym.

Rap/Hip-hop

Vinnie Paz i Atmosphere reprezentują ten gatunek (który, trzeba przyznać, nie jest moim ulubionym). Głęboki i growlujący głos Vinniego jest trochę zawoalowany, basy są mocne, ale nie luźne, instrumenty są trochę zagubione na tej płycie. Płyta Atmosphere jest bardziej podobna, ale muzyka jest mniej rozmazana i zawoalowana, więc pokazuje to, że CC51 są całkiem niezłe w ujawnianiu złych nagrań, po raz kolejny.

Wokale żeńskie

A Fine Frenzy i Hayley Westenra są tutaj artystami testowymi. CC51 nie są najlepsze w wychwytywaniu mikrodetali na płytach, ale i tak jest przyzwoicie jak na tę cenę. Barwa jest bardzo dobra, choć wokale są nieco ocieplone przez lekko podkreślone niskie tony, ale jest to pocieszające i dodaje do dźwięku smaczku. Głos Hayley nie jest jednak oddany tak ładnie, jakbym sobie tego życzył. Brak iskry w wysokich tonach jest tutaj słabością CC51.

Metal

Lykathea Aflame i Converge tutaj. Złożone pasaże są rzadko rozmazane, wokale/krzyki są spójne i rozpoznawalne. Perkusja jest nieco zagłębiona, co jest dziwne. Gitary są agresywne i szczegółowe. Bas jest czysty i łatwy do śledzenia.

Chesky: (pominę utwory, które działają na niekorzyść CC51, jak te, które testują atmosferę i głębię)

Spanish Harlem - Scena dźwiękowa jest nieco zbyt ściśnięta, ale wciąż dobra. Wokale są dobre, ale za mało powietrza. Skrzypce są przyzwoite, ale nie rewelacyjne. Shaker jest taki, jak wyjaśnił narrator.

Grandma's Hands - przy mniej niż optymalnym (moim zdaniem) środku pasma, ten utwór jest bardzo dobry. Wokal ma dobrą klatkę piersiową, a wokaliści pomocniczy mają dobre powietrze między sobą.

Correnteza - Ten utwór jest całkiem dobrze odtwarzany przez CC51. Wokale są naturalne, choć nieco ciepłe; skrzypce brzmią drzewnie i dźwięcznie. Gitara jest szczegółowa i ciepła.

Ask Me Now - Ten utwór brzmi tak, jak powinien brzmieć. Klawisze są wyraźnie słyszalne, a tonguing jest widoczny.

Sweet Georgia Brown - Ten utwór jest wręcz genialny na CC51. Jest tu mnóstwo uderzeń, a przypadkowe miejsca mówienia są łatwo rozróżnialne.

I Love Paris - Ten utwór koncentruje się na PRaT i jest go mnóstwo, a jednocześnie jest ciepły.

Flute Concerto In D - flet jest realistyczny, a każda nuta jest wyraźna.

Te Deum - Obrazowanie jest przyzwoite, ale nie spektakularne, wokale są dobre, wyciek powietrza z organów jest widoczny.

The Soldier's Tale - Transjenty są całkiem dobre, rogi są realistyczne.

Wnioski

MEElectronics CC51 są dalekie od M9, które zdobyły tutaj tak dużą popularność jako budżetowe IEM. Poprawia się w absolutnie wszystkim. Średnie tony są znacznie bardziej imponujące i szczegółowe, bas jest mniej nadęty i bardziej zwarty, wysokie tony są o niebo bardziej szczegółowe, detaliczność jest o niebo lepsza. Podsumowując, MEE zdecydowanie ma zwycięzcę w swoich rękach. Teraz, to może nie być dla ciebie, jeśli bierzesz czystość średnich tonów ponad wszystko inne - to inne terytorium IEM - ale jeśli szukasz gładkiego, przyjemnego IEM za $80, CC51 powinny być jednym z najlepszych IEM'ów poniżej $100, które powinieneś rozważyć. Heck, kupiłbym kolejne bez zastanowienia. Dałem je do pożyczenia na jakiś czas, gdy jego jedyna para słuchawek się zepsuła, i powiedział, że są "słuchowym seksem", więc nie wierzcie mi na słowo, ale spójrzcie na to z perspektywy kompletnego nowicjusza - nie trzeba być maniakiem audio, by się w nich zakochać.